Paryż, 3 lipca 2011r.
Ten dzień przyniósł chyba jakiś kryzys dla mojego organizmu. Cieszyłam się, że mam jednak niezła kondycje, bo wielogodzinne wędrówki wcale mnie do tej pory nie męczyły. Jednak dzisiaj, po całym dniu chodzenia bolała mnie każda cząstka mojego jestestwa. Ledwie doszłam na swoich nogach do domu. Miałam wrażenie, że stopy mam chyba wystrugane z drewna, a już na pewno nie są zależne ode mnie w tym co robią.
Pomijając jednak ten ból, to był to jednak następny udany dzień pełen wrażeń.
Zaczęłyśmy go od zwiedzania cmentarza Per Lachaise. Cmentarz jest pięknie położony na wzgórzach. Wiele o nim słyszałam. Myślałam, że jest podobny do naszych Warszawskich Powązek. Ale chyba jednak to inna atmosfera. Pomniki dosyć monotonne. W większości przypadków to raczej zwykłe grobowce. Mniej tu rzeźb cmentarnych. Ale to właśnie tutaj leży tak wielu sławnych ludzi. Głównym naszym celem było odnalezienie grobu Fryderyka Chopina. To oczywiście cel Magdy, ale ja też chętnie pochylę głowę przed jego grobem. Chciałabym też odnaleźć grób E. Delacroix. Zaopatrzyłyśmy się przy wejściu w mapkę i wyznaczyłyśmy wszystkie groby, które postanowiłyśmy odnaleźć. Na początek oczywiście Chopin. Odnalazłyśmy go dość szybko. To moim zdaniem najładniejszy grób na tym cmentarzu. Piękny pomnik otoczony wiązankami, wieńcami. Świeże kwiaty świadczą o tum, że jest często odwiedzany. Natrafiłyśmy na tłumy ludzi przy grobie J. Morissona. Znalazłyśmy groby Moliera, La Fontaina, Balzaka, Edith Piaf, Modiglianiego, i wielu innych. Po kilku godzinach chodzenia po kocich łbach pod górkę i z górki bardzo bolały mnie nogi.
Potem poszłyśmy piechotą w kierunku Katedry Notre Dame. Zamierzałyśmy dojść do Centrum Pompidou. Nie przewidziałyśmy, że to dość daleko. Doszłyśmy do Sekwany a potem wzdłuż podążałyśmy w stronę wyspy Św. Louisa. Usiadłyśmy nawet na nabrzeżu i odpoczywałyśmy trochę przyglądając się wodzie i statkom. Sekwana ma zupełnie inny kolor jak Odra. Jest zielona. Dużo w niej wodorostów. Późnym popołudniem dotarłyśmy w końcu do Centrum. Miałyśmy szczęście. Dziś pierwsza niedziela miesiąca, i w związku z tym wstęp do muzeów państwowych jest za darmo. Zaoszczędziłyśmy po 12 euro!
Prawdę mówić nie miałam największej ochoty na Centrum Pompidou, ale skoro już jesteśmy…skoro Magda chce…no to choć nogi ledwie mnie niosą to jakoś dam radę. I dobrze, Warto było. Zwiedziłyśmy Muzeum Art. Modern. Nie myślałam nawet że odnajdę tu Picassa, Braqua, Chagalla, Kandinskiego, Duchampa i wielu innych. Najbardziej ucieszyło mnie spotkanie z…Fontanną Duchampa! Tyle się o niej nagadałam uczniom przy omawianiu Dadaizmu i nagle wyrosła na wprost mnie, całkiem jak ta z podręcznika do plastyki dla klasy 8.
Przypomniały mi się czasy szkolne, zajęcia z kompozycji…Niestety, nogi w pewnym momencie całkiem odmówiły mi posłuszeństwa. Jakieś dwie sale przed końcem poddałam się. Magda poszła dalej sama, a ja usiadłam na ławeczce na dachu budynku Centrum i odpoczywałam przy sadzawce z różnymi formami przestrzennymi.
Wracałyśmy jak zwykle metrem. Dziś nie poszło nam tak sprawnie. Chyba ze cztery razy jeździłyśmy w kółko. Albo chodziłyśmy w koło po jednej trasie. Jeden bezdomny to chyba w końcu pomyślał, że ma deja vu, gdy po raz kolejny przeszłyśmy przed nim idąc za każdym razem w tą samą stronę.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz