środa, 27 lipca 2011

Pożegnanie z Paryżem


Wrocław, 9 lipca 2011r.
Wczoraj wróciłyśmy do Polski, do Wrocławia. W zasadzie ostatni dzień jest chyba zawsze pozbawiony sensu. Wstałyśmy rano i pakowałyśmy się. Musiałyśmy do 11.00 opuścić kwaterę, a odlot z Beauvais dopiero o 17.45. Nie wiadomo jak zagospodarować ten czas?
Poszłam rano sama na zakupy. Kupiłam bagietki i owoce na drogę. Pierwszy raz musiałam liczyć sama na siebie i swoją „znajomość” angielskiego. Magdy nie było przy mnie. Została w domu i zastanawiała się jak spakować swoje kapelusze? Ale czułam się już tu pewnie. Podobało mi się, że potrafię się dogadać bez pomocy rąk. Poza tym Francuzi są przemili. Ani razu nie spotkałam się tutaj z kimś kto byłby wobec nas nieprzyjemny, poirytowany. Chciałabym, żeby zawsze wszyscy tak miło się do mnie uśmiechali jak tutaj. To przecież takie proste: być miłym dla drugiego człowieka bez żadnego powodu. Przykro mi to stwierdzić, ale moi rodacy nie mają takiej cechy. Obligatoryjnie nie są mili i raczej cieszy ich gdy mogą komuś po prostu dokopać.
Wróciłam ze sklepu i razem próbowałyśmy dopchać neseser. Niby nic wielkiego nie kupiłyśmy. Kilka flakoników perfum, wody po goleniu dla moich chłopaków, jakieś drobiazgi…mydełka, serwetki, woreczki zapachowe. Prawie wszystko od Fragonarda! Na długo zapadnie nam w pamięci zwłaszcza, że któregoś dnia ponownie postanowiłyśmy tam zajrzeć i nie potrafiłyśmy odnaleźć sklepu przy muzeum. Magda się jednak uparła i tak długo krążyła, a ja za nią z obolałymi nogami, aż znalazła. Musiała przecież dokupić perfumy! Strasznie jest uparta. Teraz to już nawet mamy mapkę z wszystkimi sklepami i oddziałami muzeum Fragonarda w Paryżu. Odnalezienie go to była dopiero połowa sukcesu. Trzeba było znaleźć jeszcze grupę, z którą można się dogadać i zakupić perfumy w określony sposób. Nie pamiętam już, za którym podejściem w końcu trafiłyśmy na polską grupę. Wiedziałyśmy już jak się dokonuje zakupu, więc Magda szybko zorganizowała osoby do wspólnego kupna.
Tak więc, jak już wspomniałam, trudno było nam upakować się do nesesera. Wszystko przez Magdy kapelusze. Kupiła aż trzy: jeden dla siebie, jeden dla męża i dla syna. Trzeba było tak je ułożyć i zabezpieczyć, żeby się nie pogniotły.
W końcu jakoś dałyśmy radę. Magda przestraszyła się, że teraz to na pewno mamy nadbagaż, ale tłumaczyłam jej że to nie jest możliwe, bo kapelusze nie ważą 10 kg. Zjadłyśmy śniadanie, pożegnałyśmy się z naszą gospodynią i udałyśmy się na stację.
Z Le Stade wyruszyłyśmy o 11.00. Na Plac Mellota dotarłyśmy dopiero o 13.00. Niestety, metro w ostatnim dniu spłatało nam znowu figla. Już myślałyśmy, że je opanowałyśmy a tu okazało się, że niestety. Szukałyśmy linii nr 9 z kierunkiem na Pont de Sevres. Tymczasem nagle znalazłyśmy się samiuteńkie w pociągu, który ujechał kawałek i zatrzymał się w tunelu. Zimny pot mnie oblał prawie! Pociąg postał chwilkę po czym zawrócił i pojechał w drugą stronę. Wysiadłyśmy czym prędzej na pierwszym przystanku. Okazało się, że to linia z kierunkiem na Olimpiades. Nie rozumiem jakim cudem? Wróciłyśmy więc do punktu wyjścia i ponownie ruszyłyśmy w poszukiwaniu naszego kierunku. W końcu udało się i dotarłyśmy do Placu Mellota. Tam znowu trochę trwało, aż odnalazłyśmy Port i kupiłyśmy bilety do Beauvais i pojechałyśmy pierwszym nadarzającym się autobusem. Na lotnisku byłyśmy dużo przed czasem, ale już spokojne, że nigdzie więcej nie pobłądzimy. Lotnisko w Beauvais jest maleńkie, mniejsze niż nasz port we Wrocławiu. Trochę się tu wynudziłyśmy tym bardziej że samolot miał opóźnienie. Najważniejsze, że w końcu jesteśmy w domu. Całe i zdrowe. Wiem, że na pewno znowu wrócę do Paryża. Zakochałam się w tym mieście i ludziach. Myślę, że następna wizyta będzie spokojniejsza. Bez zwiedzania, zaliczania wszystkich zabytków. No, może tylko ta wieża Eiffela…nie byłam nigdy na samym szczycie, a ciekawi mnie jak to jest? Ale poza Wielką Damą, mam nadzieję na spokojne włóczenie się kiedyś ulicami miasta, na wino nad brzegiem Sekwany. Może trochę malowania i rysowania, a na pewno spisywania spostrzeżeń i wrażeń. Może chcę przeżyć jakąś niezapomnianą przygodę? Chciałabym pobyć przez jakiś czas Paryżanką.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz