Paryż, 4 lipca 2011r.
Dookoła mnie wieżowce tak wysokie jakich jeszcze nigdy nie widziałam. Siedzę sobie z głową zadartą wysoko pośrodku „szklanej pustyni” dzielnicy La Defense. Cudownie! La Defense to najbardziej nowoczesna, biznesowa dzielnica Paryża. Każda chyba znana firma światowej sławy ma tu swoją siedzibę, a architekci prześcigają się w swoich pomysłach. Podobno jest tu także wieżowiec architekta polskiego, ale nie udało nam się ustalić, który to? Stojące drapacze chmur są widoczne z każdej strony miasta. Wybijają się ponad wszystkie inne budowle dorównując tylko wieży Eiffela. A my z Magdą siedzimy tu, na kamiennym murku i moczymy zmęczone stopy w tafli wody, która jest wielka jak Plac Solny we Wrocławiu. Woda płytka, czysta i przyjemnie chłodna, odbija jak lustro stojące dookoła wieżowce. Wokół widać wielu innych odpoczywających turystów. To dziwne. Miejsce, w którym załatwia się pewnie wielkie interesy na skalę światową, a taki tu spokój, tyle przestrzeni. Pół dnia tu szłyśmy w skwarze. Przeszłyśmy Lasek Buloński, ogród Bagatella. Szłyśmy przez nagrzane słońcem ulice, pełne samochodów, spalin. Z przerażeniem myślałam, że jak dojdziemy do La Defense to będzie jeszcze większy ruch, zgiełk, pośpiech. Tymczasem…po przekroczeniu mostu zniknęły wszystkie samochody. Stanęłyśmy na wielkim placu wyłożonym granitowymi płytami, pośród których zostały zaprojektowane miejsca z zielenią, wodą i ławeczkami. Ludzie spokojnie przemieszczali się, siedzieli tak jak my, mocząc nogi w sadzawce lub siedzieli na ławeczkach. Wydaje się, że wszystko tu w Paryżu jest tak zaprojektowane, aby cieszyć ludzi, pozwalać im wypoczywać i korzystać z uroków miasta w różnych sytuacjach. Te skwerki, parki i nawet tutaj, w wielkiej i nowoczesnej dzielnicy biznesu nie ma hałasu. Samochody znikają gdzieś pod ziemią. Tutaj jest spokój i cisza. Wysokie, gładkie tafle ścian wieżowców odbijają błękit nieba i przepływających obłoków, kontrastują z oazami zieleni, wody i nowoczesnych rzeźb. A spina to wszystko potężny i nowoczesny w formie Łuk zwany „oknem na świat”. Stoi on w jednej linii z łukiem Tryumfalnym, i małym łukiem Carrousel stojącym na wprost Luwru. Przy ładnej pogodzie, tak jak dziś, gdy ustawić się tyłem do „Okna na świat”, widać je wszystkie daleko, daleko w linii prostej.
La Defense to „raj dla pieszych…” jak właśnie czyta mi Magda w swoim przewodniku. Ta dzielnica nazywana jest Paryskim Manchatanem.
W zasadzie to zupełnie inaczej miałyśmy spędzić ten dzień. Miało być Muzeum Marmottan z obrazami Moneta, ale niestety było zamknięte. Nie chcąc marnować niepotrzebnie czasu zerknęłyśmy w przewodnik aby sprawdzić co będzie najbliżej? No i padło na Lasek Buloński. Odnalazłyśmy tam przepiękny ogród „Bagatella”, który zafascynował nas różnorodnością roślinności, architektury i przepięknych zakątków. Z drugiej strony ogrodu widać było dzielnice La Defense, więc trasa sama się wyznaczyła.
Idąc nabrzeżem Sekwany natrafiłyśmy na szereg zacumowanych barek, w których mieszkają ludzie. Tak musiał mieszkać mój ulubiony pisarz W. Wharton. Barki były cudowne, z ogródkami, tarasami, na których stały fotele, stoliki. Dookoła zieleń i woda. Idąc nabrzeżem fotografowałyśmy barki choć było to trudne, bo właściciele poukrywali się w nich za gęstą ścianą zieleni. Tak dotarłyśmy do La Defense…
W planie jak zwykle, była jeszcze wieża Eiffela, ale jak już wcześniej wspomniałam, nie było nam dane…Nawet wina dziś nie wypiłyśmy bo ktoś zakosił z kuchni korkociąg. Poszłyśmy spać bez obiadu, kolacji i wina.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz